piątek, 28 grudnia 2012

16. This kiss



-Theo... - westchnęłam z rozkoszą, kiedy opadł na poduszkę obok mnie. - Kocham Cię...
W odpowiedzi jedynie zaczął wodzić swoim palcem po mojej talii wbijając przy tym we mnie swoje spojrzenie.
-Nigdy więcej mi tego nie rób... - rzucił, opadając tym razem na plecy, a swoją dłonią nadal wodząc po moim brzuchu.
Dla jasności ja i Theo pogodziliśmy się ze dwie godziny temu. Tutaj, w tym domu, w tej sypialni,w  tym łóżku. Dlatego teraz starałam się przywołać mój oddech do porządku i odsunąć od siebie zbędne myśli. Przecież tak niedawno jak zwykle odbywaliśmy w samochodzie dość krzykliwą i pretensjonalna konwersację. Do domu wpadłam też z wyraźnym niezadowoleniem i warczeniem. Co więc takiego się wydarzyło, że leżałam teraz zupełnie nago obok Walcotta? Wydarzył się on. To jak mocno przycisnął mnie do swojego torsu i zaczął zachłannie całować. Ta cała jego dorosłość, to wszystko odegrało kluczową rolę. Przecież nie raz już słyszałam o tym, że dorośli ludzie często godzą się w łóżku. Dlatego ten seks na zgodę nie powinien mnie dziwić. Zwłaszcza, że to nie był nasz pierwszy seks na zgodę w przeciągu ostatnich tygodni. Musiałam chyba oswoić się z kwestią, że czasy świetności mojej i Theo już dawno są za nami.
-Co będziesz dziś robiła? - ponownie do moich uszu dotarł jego nienaganny akcent i mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Będę unikała kłótni z Tobą - mruknęłam podsuwając się bliżej niego. - A potem...
-Ułatwię Ci to - przerwał mi nie zważając nawet na to, że moja twarz znalazła się nieprawdopodobnie blisko jego twarzy. - Wychodzę dziś na trening i na jakieś świąteczne nagrywki.
- A ja przez ten czas będę... - spróbowałam coś powiedzieć, jednak wszedł mi w słowo.
-Poszukasz sobie sama sukienki na tą świąteczną kolację z drużyną? - dopiero teraz spojrzał na mnie swoimi dużymi i brązowymi oczami sprzedając mi jednocześnie przepraszający uśmiech.
-Chcesz mnie w ogóle tam zabrać? - zaczęłam lekko skubać jego ramię przywołując tym samym w to miejsce jego spojrzenie.
-Czemu miałbym nie chcieć? Jesteś moją dziewczyną. Zależy mi na Tobie. - zaczął wyliczać, by po chwili musnąć moje czoło. - Zabieram Cię, bo jesteś dla mnie ważna.
-Mhmmm - mruknęłam cicho przymykając powieki, a chłopak jak na zawołanie otoczył mnie swoim ramieniem. - Prześpimy się chwilę?



Drzwi od domu huknęły, a w przedpokoju pojawił się wkurzony Theo. Spojrzał na mnie, a jego torba treningowa wylądowała z hukiem na ziemi. Długo nie musiałam czekać, a z jego butami stało się to samo.
-Możesz mi powiedzieć co Ty robisz? - podeszłam bliżej niego łapiąc za tą torbę i jego ramię.
-Mamy w domu jakieś piwo? - odpowiedział mi pytaniem na pytanie, po czym usiłował mnie minąć.
-Już nawet się ze mną nie przywitasz? - założyłam ręce na boki i wyczekująco stanęłam w przedpokoju.  W odpowiedzi złożył na moich ustach krotki pocałunek, po czym skierował się w stronę kuchni. Przewiesiłam sobie na ramieniu jego torbę i powoli ruszyłam za nim.
-Powiesz mi co się  stało? - spuściłam z tonu z nadzieją, że tym razem nie wybuchnie żadna kłótnia.
-Pieprzony Wilshere! - spojrzał na mnie, sięgając do lodówki po szklaną butelkę. - Wielce mądry, bo podpisuje nowy kontrakt! "Theo, Ty też powinieneś podpisać" - sparodiował Wilshere'a wywołując tym samym lekki uśmiech na mojej twarzy.
-Przestań - zaśmiałam się podchodząc bliżej niego, a następnie wspinając się na palce i całując go w nos.
-Jak zwykle on wie lepiej, co jest dla mnie lepsze. - uważnie przysłuchiwałam się każdemu warknięciu chłopaka i zastanawiałam się czy chodzi mu faktycznie tylko o tą kłótnie na treningu. - Wielki dorosły! Mieszka w Londynie całe życie, ale on przecież najwięcej wie o życiu. On zostawił kiedyś wszystko w innym mieście, żeby móc...
-Przestań! - podniosłam ton swojego głosu. Zadziałało. Chłopak teraz uważnie mi się przyglądał. - Jack to przede wszystkim Twój przyjaciel.
-I co z tego, że przyjaciel? Chrzanić to!
Pokręciłam tylko głową i oddaliłam się do salonu, w którym ponownie runęłam na kanapie. Nie miałam najmniejszej ochoty na kłótnie, a dziwnym trafem czułam, że napięte relacje między tą dwójką za chwilę znajdą swoje ujście na mnie.


Jest jeszcze jedna kwestia, która sprawiała, że kłótnie moje  Theo z dnia na dzień mogły stawały się co raz gorsze. Kłamałam. Mówiłam mu, że idę do znajomych ze studiów, żeby się pouczyć, a tak na prawdę uciekałam do Islington tylko po to, żeby spędzić choć chwilę z Jackiem. Potrzebowałam go jako przyjaciela, ale nie zdawałam sobie chyba sprawy z tego, co wydarzyło się pewnego popołudnia.
Stałam właśnie na przeciwko Wilshere'a i odpisywałam na kolejnego smsa od Theo. Na kanapie obok rozgrywającego zajmował miejsce jego synek, Archie. W telewizji leciały jakieś bajki, na które większej uwagi nie zwracał Jack. W pewnym momencie poczułam jak swoją ręką łapie mnie na wysokości kolan, a w efekcie ja ląduje okrakiem na jego kolanach.
-Co Ty robisz? - zaśmiałam się spoglądając na jego twarz, a następnie patrząc ponownie na ekran mojego telefonu.
Nie odpowiedział mi nic, więc pochyliłam się w stronę Archiego, który właśnie pożerał swoją rękę i spoglądał z zaciekawieniem to na telewizor, to na psa Jacka, który biegał po salonie.
-Kolego, co kombinuje Twój tatuś?
Mały odpowiedział mi tylko głośny śmiechem i tylko dla niego zrozumiałym okrzykiem. Jego tata natomiast złapał mnie na wysokości bioder i wyciągnął z mojej ręki telefon, mnie natomiast przysuwając bliżej siebie, tak że wylądowałam na jego torsie.
-Co robisz? - zaśmiałam się odprowadzając wzrokiem mój telefon. Nie odważyłam się jednak ruszyć. Po prostu spojrzałam na jego twarz, która była w tym momencie całkowicie wyprana z emocji. Jego ręka nadal spoczywała, gdzieś na wysokości mojego biodra, a ciemne oczy świdrowały mnie swoim spojrzeniem. Nie odważyłam się na nic innego, jak tylko patrzenie w jego ciemne tęczówki. Sama nie wiem,  kiedy moje oczy się zamknęły, moja twarz znalazła tuż obok jego, a jego usta wyznaczały właśnie jakiś niewidzialny szlak na moich. Pierwszy raz, w którym musnął swoimi ustami moje wargi był dość niepewny, za drugim razem był już nieco bardziej łapczywy, trzeci natomiast... Za trzecim razem przygryzł moją dolną wargę. Cicho mruknęłam i odruchowo oparłam swoje dłonie o jego ramiona, jakby w obawie, że za chwilę stracę równowagę. Jego język wędrował teraz wzdłuż moich warg, szukając teraz jakiegoś magicznego wejścia w głąb. I znalazł, bowiem zupełnie odruchowo rozchyliłam usta i przysunęłam się bliżej niego. Słodkość, która teraz płynęła z jego ust sprawiała, że prawie się zapomniałam. W porę jednak się ocknęłam. Przyłożyłam swoją dłoń do jego mostka i odsunęłam się spoglądając ponownie na niego. Dostrzegłam ten błogi uśmieszek na jego twarzy i dwa dołeczki charakterystycznie odznaczające się w jego policzkach.
-Jack, przypominam Ci, że mam chłopaka. - rzuciłam uważnie mu się przyglądając.
-Inga - zaśmiał się łapiąc za moją dłoń spoczywającą w dalszym ciągu na jego klatce piersiowej, a następnie zaczął się nią bawić. - Taki chłopak to sama wiesz...
-Jaki Theo by nie był, to wciąż mój chłopak... - burknęłam zajmując teraz wolne miejsce po jego boku. - I wciąż go kocham...
Mój wzrok padł teraz na dłoń, którą w dalszym ciągu bawił się mój przyjaciel. Dość niepewnie wsparłam swoją głowę na jego ramieniu i zajęłam się oglądaniem bajki.
-W takim razie zapomnijmy o tym co dzisiaj się stało, ok?



-Rozmawiałam.. - rzuciłam z wyrzutem zapinając teraz pas w sportowym aucie Walcotta. - Co Ci się stało, że chcesz wyjść przed czasem?
-Nie krzycz na mnie - warknął odpalając teraz silnik. - Po prostu zrozum, że on działa mi na nerwy.
-Cholera, Walcott! Krzyczeć to ja dopiero zacznę. - spojrzałam na niego porażającym wzrokiem. - I nie rozmawiałam z samym Jackiem. Stali z nami też Alex i Aaron.
-I co z tego, że stali?! - docisnął pedał gazu, a dopiero po tym na mnie spojrzał. - Prosiłem Cię o coś!
-Miałam do niego nie chodzić, ale nie nie rozmawiać z nim - skrzyżowałam ręce na wysokości klatki piersiowej i odwróciłam swój w stronę szyby.
Theo nic mi nie odpowiedział, jedynie systematycznie przyspieszał. Widziałam to po prędkości mijanych budynków i czułam tą napiętą atmosferę wiszącą w powietrzu. Świąteczna kolacja Arsenalu miała zostać spędzona w miłej atmosferze, ale wyszło jak zwykle. Theo jak zwykle widział więcej niż inni.
-Możesz łaskawie zwolnić? - rzuciłam dość pretensjonalnie, kiedy budynki zaczęły zdecydowanie zbyt szybko migać.
-I tak ulice o tej porze są już puste - rzucił obojętnie nie racząc mnie nawet spojrzeniem.
-Cholera, Walcott! - podniosłam ton głosu i przeniosłam swój wzrok na niego.
-Nie zwolnię Inga - warknął skupiając teraz swój wzrok na mnie.
-Możesz być na mnie wściekły, ale nie zabij chociaż siebie! - sama byłam w szoku, że tak łatwo przychodziło mi krzyczenie na niego.
-Nikogo nie zabiję! Pierwszy raz jeździsz ze mną? - wciąż nie odrywał ode mnie swojego wzroku, zresztą podobnie jak ja od niego. - Zawsze jeżdżę szybko!
-Ale nie aż tak! - daję słowo moim głosie powoli było słychać co raz większą nutę przerażenia. - Patrz na tą cholerną drogę!
-Nie muszę - zaśmiał się mi prosto w twarz.
I wtedy rozległ się huk, a ja poczułam jak przeszywa mnie cholerny ból w klatce piersiowej. Wylądowałam na poduszce powietrznej, która wyrosła przede mną. Nie zważając na nic złapałam się teraz w okolicy żeber i położyłam głowę na tym napompowanym kawałku materiału przede mną. Bolało mnie jak cholera, a gorsze było to, że nie wiedziałam nawet co się stało. Obróciłam się w bok, żeby spojrzeć na Theo. Leżał mniej więcej w podobnej pozie co ja. Dostrzegłam pojedynczą strużkę ciemnej krwi lecącą z jego skroni i poczułam jak słone łzy zbierają się w moich oczach.
-Theo? - rzuciłam zachrypniętym głosem i wyciągnęłam rękę tak, by móc złapać jego. - Theo spójrz na mnie.
Widziałam jak leniwie i opornie otwiera oczy, ale łapie ze mną kontakt wzrokowy. Ściska moją dłoń i równie spokojnym głosem jak ja mówi tylko dwa zdania.
-Inga, kocham Cię. Przepraszam...
-Też Cię kocham, Theo. - czuję jak nieco mocniej ściska moją dłoń. - Patrz na mnie, ok? Nie zamykaj oczu. Nie masz prawa zostawić mnie samej w tym samochodzie.
Jego powieki jednak mimo wszystko stawały się co raz cięższe, a ja widziałam jaką trudność sprawia mu ta walka. Nie zauważyłam nawet, kiedy moje łzy zaczęły ciec jak szalone...
-Theo, słyszysz mnie? Proszę Cię nie zamykaj tych oczu. - płakałam próbując złożyć jakiekolwiek zdanie. - Chociaż raz mnie posłuchaj... Theo, spójrz na mnie. Theo... Theo!
Nie wytrzymał... Jego uścisk już całkowicie zelżał, a ręka spoczywała w mojej tylko dlatego, że ja ją ściskałam tak mocno jak tylko mogłam. Schowałam twarz w poduszce i pozwoliłam ulecieć kolejnym łzom. Zbliżały się święta, a ja właśnie traciłam bliską mi osobę. Poczułam tylko jak ból w mojej klatce piersiowej staje się co raz większy. Puściłam dłoń Theo i wtedy...


Od autorki: No więc rozdział dodany przed Nowym Rokiem. Teraz z czystym sumieniem mogę wyjechać. Chciałabym życzyć Wam wszystkim oczywiście tego szczęśliwego i dużo lepszego wejścia w Nowy Rok i szampańskiej zabawy sylwestrowej. A teraz nie bijcie mnie za tą Ingę i Jacka. Ja na prawdę musiałam! Aha i nie martwcie się, to że rozdział się tak kończy nie oznacza wcale końca opowiadania.